Imaginy o Zaynie


Opuściłam nareście rodziców wyprowadziłam się od nich. Mam dom w mieście z moich marzeń . W Lądynie , mieszkam tu od niedawna poznałam okolice , ale nie mam żadnych znajomych jak narazie . Rano jak zwykle chciałam się weekend wyspać ,ale nikt mi nie da jak nie mama zadzwoni to listonosz przyjdzie , jak nie listonosz to sąsiad by mnie poprosić popilnowanie jego psa .Tym razem ktoś się straszne dobijał do drzwi. Zeszłam na dół żeby otworzyć po drodze spojrzałam w lustro miałam straszną szopę na głowie i wiszą com piżamę . Otworzyłam drzwi myśląc , że to listonosz.
-Cześć jestem Zayn mieszkam na przeciwko.-powiedział ze zniewalającym uśmiechem na twarzy.
-Yyy... Cześć jestem [T,I].-powiedziałam zdziwiona.
-Ooo sorry obudziłem cię.-powiedział skrępowany.
-Nie ... to znaczy tak , ale nic nie szkodzi-zaspokoiłam go.Wejdź do środka-za proponowałam.
-Ok.-odpowiedział.
-Zaczekał byś chwilkę pujdę się tylko przebrać i umyć?-zapytałam
-Tak , tak jasne-od powiedział.
-Siądź sobie na kanapę.-wskazałam na kanapę rękom , a czarno włosy na nią usiadł.
Dobrze wiedziałam kto to jest to był Zayn Malik z 1D , był u mnie w domu u siedział na dole w salonie . Ubrałam się szybko i wzięłam szybki prysznic i zeszłam na duł.
-Ale pięknie wyglądasz!-za czerwienił się tak jakby zdał sobie sprawę , że powiedział to na głos.
-Dziękuje.-też powiedziałam trochę zawstydzona. nie chce żebyś sobie szedł ani nic , ale poco przyszyłeś?-Dodałam.
-Przyszyłem bo chciałem się przywitać.-powiedział
-Czego tak późno-zapytałam zdziwiona.
-Bo byłem w trasie koncertowej , a jak przyjechałem zobaczyłem , że ktoś się tu wprowadził.-wytłumaczył.
-Aha , dziękuje że przyszyłeś.
-Niema sprawy . Wpadniesz do nas do domu?-zapytał.
-Do nas?-od powiedziałam pytaniem na pytanie.
-No do mnie i do chłopaków?-zapytał
-To oni mieszkają z tobą . Cały zespół 1D mieszka na przeciwko mojego domu?!-zapytałam zdziwiona.
-Tak , o to znaczy że nas znasz?
-No jak mogę nieznań zespołu z takimi przystojnymi facetami o boskich głosach.-zapędziłam się i  zawstydziłam.
-No raczej tak.-powiedział.
-Idziesz.-dodał.
-Jasne.-ubrałam buty i wyszłam z przystojniakiem do domu na przeciwko.
Gdy weszliśmy do środka Niall i Louis bili się o ostatnie ciastko , a Harrym i Liam grali w papier , kamień i nożyce. Było tam tak głośno jakby co najmniej z 50 osób było w środku.
-Chłopcy!!!!!! To jest [T.I]!!!-krzyczał by ich przegłuszyć.
Nagle zapadła cisza.
-Witaj piękna.-powiedział w loczkach.
-Cześć-od powiedziałam.
-Zayn co to za ślicznota-Zapytał Lou.
-Nasz sąsiadka z naprzeciwka do ,której wam się nie chciało iść.-powiedział ironicznie.
Wszyscy chłopcy się zawstydzili.
-[T.I] idziemy na górę?-zapytał , a chłopcy zrobili wielkie uuuuuuuu.
-Pewnie.-od powiedziałam.
Poszliśmy na górę i zaczęliśmy się bardziej poznawać , a w pewnym momęcie Zayn mnie pocałował.
*2 miesiące później*
Jestem z Zaynem w związku od 2 miesięcy . Byłam właśnie  na uczelni i strasznie mi się nudziło , pisałam z Zaynem:
-Hey beby-Zayn.
-Heyka kotek-Ja.
-Co robisz?-Zayn.
-Jestem na uczelni w klasie nudzę się i pisze z tobą XD-Ja.
-Hahaha zaraz się zobaczymy już czekam ;)-Zayn.
-Już tak szybko?-Ja.
-No czekam pa-Zayn.
-Ok. pa :*-Ja.
Jeszcze 15 min i go zobaczę. Jeszcze 10 min i go przytulę . Jeszcze 5 min i go pocałuje.Drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr , biegłam po schodach jak szalona , mało co się nie wywróciłam . Jak wyszłam ujżałam go , podbiegłam do niego przytuliłam go i na koniec pocałowałam.
-Aż tak się stęskniłaś?-zapytał
-Tak i to nawet nie wiesz jak!!!-od powiedział.
Chłopak zawiązał mi oczy i pojechaliśmy gdzieś... Jak już dojechaliśmy chłopak rozwiązał mi oczy i wtedy zobaczyłam śliczne miejsce w lasku , jeziorko , ładna roślinność i śliczny śpiew ptaków wtedy Zayn podał mi torebę z prezentem w środku ja się na niego popatrzyłam z dziwną miną.
-A to z jakiej okazji?-zapytałam.
-Nooo niepamiętasz dziś twoje urodziny.-powiedział zszokowany.
-Aaa no też fakt zapomniałam.
-Dziękuje.-dodałam po czym pocałowałam go.
Zayn klęknął wtedy przede mną i powiedział :
-[T.I] wyjdziesz za mnie?-zapytał z iskrą w oczach.
-Zayn. Tak , tak , tak wyjdę !!!!-powiedziałam szczęśliwa ze łzami w oczach.
Teraz ja i Zayn jesteśmy po ślubie mamy 2 dzieci i resztę życia przed sobą.


Borówa xoxo








- No dalej Sophie.. uśmiechnij się. Sophie.. Uśmiech. NO UŚMIECHNIJ SIĘ W KOŃCU… nie, nie. Nie płacz. Wujek nie chciał krzyczeć. Proszę.. – stanęłam w progu drzwi i pokręciłam głową. Kiedy ten głupek w końcu nauczy się, że z dzieckiem trzeba delikatnie ? Podeszłam do małej i wyciągnęłam ją z kojca.
- No już cicho.. już nie płacz. – Posłałam Sophie delikatny uśmiech i przeniosłam swój wzrok na stojącego obok nas Zayna.
- Miałeś zrobić jej zdjęcie. Tylko o to Liam cię dzisiaj poprosił. Jedno, zwyczajne zdjęcie. Nawet tego nie potrafisz ? – Uniosłam brew ku górze i przytuliłam mocniej małą. Chłopak prychnął cicho i spojrzał na mnie.
- To nie jest takie proste jak ci się wydaje.
- No pewnie. Usadzenie dziecka w kojcu, ustawienie aparatu i kliknięcie przycisku jest sztuką, którą opanowują tylko geniusze. W końcu to piekielne trudne zadanie. – Zayn już otwierał usta by mi odpyskować, kiedy do pokoju weszła Danielle, a za nią jej mąż. Uśmiechnęłam się do swojej przyjaciółki. Liam przewidując, że jego najlepszy przyjaciel nie podołał jego prośbie pokręcił głową i zabrał od niego aparat.
- No.. Ustawić się. Chcę zobaczyć uśmiechniętych rodziców chrzestnych, którzy trzymają na rękach moją córkę. – Jak na zawołanie uśmiechnęłam się szeroko, a Zayn stanął obok mnie. Danielle za plecami Liama robiła głupie miny mające na celu rozbawienie małej. Błysk flesza i już zdjęcie było zrobione. Podałam Sophie jej matce i przeniosłam wzrok na Zayna.
- Może powinieneś brać korepetycje od Liama ? Założę się, że ci nie odmówi. – Małżeństwo parsknęło śmiechem, a ja uśmiechnęłam się tryumfująco. Zapytacie.. czy ja i Zayn kiedykolwiek zakopiemy topór wojenny ? Oj wątpię by to kiedyś nastąpiło.
*
Zanurzyłam się w gorącej wodzie pełnej piany. Westchnęłam cicho. Tak.. tego teraz mi trzeba. Ciszy, spokoju, lampki wina i telefonu w dłoni. Spojrzałam na mały stosik wizytówek, które klienci zostawili dzisiaj w mojej restauracji. To był taki nowy konkurs. Zbierałam ich wizytówki, a pod koniec miesiąca miałam wylosować jedną osobę i wybrać się z nią na lunch. Uśmiechnęłam się delikatnie. To był idealny pretekst by zdobyć numer mężczyzny, który mnie interesuje. Kto wie.. może ja też nie jestem mu obojętna ? Upiłam łyk wina. Wyszukałam wszystkie wizytówki należące do mężczyzn o imieniu Sam. Teraz wystarczy tylko zadzwonić do nich i dowiedzieć się, który z nich codziennie kupuje u mnie kanapkę z indykiem. Reszta będzie tylko kwestią czasu. Przygryzłam delikatnie jedną wargę i wystukałam pierwszy numer.
- Cześć Sam… Tu (T.I). Zostawiłeś dziś u mnie swoją wizytówkę. Może masz ochotę na wspólną kolację w sobotę wieczorem ? Ojej przepraszam! Strasznie cię przepraszam Samantha. Pomyliłam się. Miłych snów. – Odrzuciłam pierwszą wizytówkę i sięgnęłam po następną. Ponownie wystukałam ciąg cyfr, by po chwili przyłożyć telefon do ucha.
- Witam. Nazywam się (T.I) (T.N)…
(12 wizytówek później)
- Dzień dobry. Mówi (T.I) (T.N). Czy zastałam Sama ? Nie ? A z kim mam przyjemność ? Z jego córką ? Przepraszam.. musiałam pomylić numery. Do widzenia. – westchnęłam cicho i odłożyłam słuchawkę. Kolejna wizytówka okazała się błędna. Powinnam sobie zaznaczyć, która jest prawidłowa. Przecież dokładnie przyglądałam się kiedy ją wrzucał. A może nie ? Dobra przyznaje się. Bardziej wpatrywałam się w jego umięśnione ramiona. Te bicepsy, tricepsy czy jak to tam zwą. Żałujcie, że nie mogliście wtedy tam być i na to patrzeć.
Z zamyślenia wyrwał mnie dzwonek telefonu. Uniosłam delikatnie brew ku górze. Może dzwonił Sam ? Nie.. niemożliwe. Nie dałam mu swojego numeru. Podekscytowana sięgnęłam po telefon i przycisnęłam zielony guziczek.
- Cześć Sam.. o nie. Przepraszam, myślałam, że to.. że co ? Jak to ? Nie.. to niemożliwe. Tak. Tak zaraz będę. – Jak zahipnotyzowana odłożyłam telefon i wyszłam z wanny. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Nie.. to nie może być prawda. Wszystko, ale nie to.
*
Otworzyłam drzwi prowadzące na posterunek policji. Od razu podeszłam do stojącego w pobliżu mężczyzny.
- Dobry wieczór. Zostałam wezwana w sprawie.. w sprawie wypadku Liama i Danielle Payne. Jestem (T.I) (T.N). Przyjaciółka poszkodowanej. Co.. co z nimi ? – błagam powiedz, że są cali. Błagam powiedz, że ten cholerny pijany kierowca tylko delikatnie drasnął ich samochód. BŁAGAM. Spojrzałam w bok i ujrzałam lekko zadyszanego Zayna. Jego też wezwali ? A po co ? No tak.. racja. Najlepszy przyjaciel Liama. To normalne, że tu jest. Zayn w skupieniu wpatrywał się w twarz policjanta, który właśnie coś mówił. Przeniosłam wzrok na mężczyznę i starałam się uczynić to samo.
- Niestety.. przykro mi, ale państwo Payne nie przeżyli. Zginęli na miejscu. – mój świat się właśnie zawalił. Tak ? Moja najlepsza przyjaciółka, osoba, która zawsze mnie wspierała, która znała mnie jak nikt inny.. ona po prostu odeszła ? Nie ma jej ? Już nigdy nie usłyszę jak przekomarza się z Liamem przy robieniu kolacji. Już nigdy nie usłyszę jak śmieje się z mało zabawnego żartu Zayna. Nigdy nie zobaczę jak z matczyną troską wymalowaną na twarzy patrzy na Sophie. Sophie. Właśnie.. gdzie ona jest ? Gdzie jest moja chrześniaczka ?
- A co z ich dzieckiem ? Co z Sophie ? – usłyszałam cichy głos Zayna stojącego tuż obok mnie. W duchu podziękowałam mu za zadanie tego pytania. Ja w tej chwili jestem zdolna jedynie do cichego szlochy.
- Dziecka nie było wtedy z nimi. Teraz jest u rodziny zastępczej. Jutro jako jej prawni opiekunowie będziecie mogli ją zabrać.
- Dobrze.. dziękujemy.. Zaraz, zaraz.. niech pan poczeka. Jako prawni opiekunowie ? MY ? Ja i Zayn mamy teraz opiekować się Sophie ? – Uniosłam delikatnie brew ku górze i spojrzałam na Zayna. To ma być jakiś żart ? Kocham Sophie, ale ja nie znam się na dzieciach. I jeszcze mam opiekować się nią z Zaynem ? Przecież my się pozabijamy!
- Tak.. Danielle i Liam przed śmiercią wyznaczyli was na jej prawnych opiekunów. Od jutra będziecie pod nadzorem Opieki Społecznej. A i jeszcze jedno.. Dobrze by było gdybyście zamieszkali razem. Dla dobra dziecka.
- Pan chyba żartuje. Ona wywaliła mnie z samochodu za to, że zrobiłem małą rysę w środku. JEDNA RYSA, a ona zrobiła mi awanturę jakbym co najmniej wjechał tym samochodem w rozpędzony autobus. I my mamy zastąpić Sophie rodziców ? – Pokiwałam twierdząco głową potwierdzając słowa Zayna. Faktycznie zrobiłam mu wtedy awanturę. TO BYŁ NOWY SAMOCHÓD, a on ot tak porysował go. Mniejsza z tym. Teraz ważna jest Sophie.
- Niestety nic na to nie poradzę. Radziłbym państwu zakopać topór wojenny i postarać się jak najlepiej wychować dziecko. Do widzenia. – nie zdążyłam zadać jeszcze mnóstwa pytać, a policjant już odszedł. Usiadłam na krześle i schowałam twarz w dłoniach. Dopiero teraz doszło do mnie co tak naprawdę się stało. Danielle i Liam nie żyją. Zginęli w wypadku samochodowym, a ja i Zayn mamy teraz zamieszkać razem w ich domu i zająć się Sophie. Przecież my się nienawidzimy. Od zawsze tak było i zawsze tak będzie. Widok Zayna przyprawia mnie o mdłości. I to dosłownie. Cholera jasna. Natłok uczuć dobił mnie. Zaczęłam płakać. Nie obchodziło mnie czy rozmarzę sobie makijaż. Moim ciałem wstrząsnął potężny szloch. Po chwili poczułam jak ciepłe dłonie Zayna obejmują mnie. Wtuliłam się w niego.
- Damy radę.. Będziemy dla Sophie najlepszymi opiekunami. Zobaczysz. – szepnął Malik, a ja ponownie zaszlochałam. Obyśmy się prędzej nawzajem nie pozabijali.
Mam 21 lat. Podkochuję się w facecie, do którego nawet nie mam numeru telefonu. Mieszkam z facetem, na którego widok dostaję mdłości. Razem musimy wychować naszą półroczną chrześniaczkę, która została osierocona przez moich przyjaciół dwa dni temu. NIE DAM RADY. Potrzebuję pomocy.
*
Poderwałam się z fotela i ruszyłam biegiem ku salonowi. Do pomieszczenia wpadłam w tym samym czasie co Zayn. Przeniosłam wzrok na kojec, w którym stała rozpłakana Sophie. Mała właśnie pokazywała na co ją stać i z całych sił ogłaszała światu, że coś jej jest. Ale co ? Skąd ja mam wiedzieć co oznacza płacz dziecka ? Jak rozpoznać czy Sophie jest głodna czy zmęczona ? Westchnęłam cicho. Zayn podszedł do małej i pochylił się aby wziąć ją na ręce.
- NIE!. Nie ruszaj jej. W jednym poradniku jakaś pani doktor napisała, żeby jak najmniej trzymać dziecko na rękach kiedy płacze. Ma się sama uspokoić. – Złapałam chłopaka za kaptur bluzy i odsunęłam go od kojca. Mulat spojrzał na mnie.
- No niby jak ma się sama uspokoić ? – uniósł brew ku górze, a ja zaczęłam gorączkowo rozmyślać. Co by w tej sytuacji zrobiła Danielle ? Żałuje, że w tej chwili nie ma jej przy mnie. Ona by sobie poradziła. Zawsze sobie radziła. Westchnęłam cicho i ponownie spojrzałam na Sophie, która chyba nie miała zamiaru przestać płakać.
- Wiem.. Liam i Danielle zawsze jej śpiewali, prawda ? Old McDonald had a farm iaiaiaooo – Zayn spojrzał się na mnie jakbym zwariowała. Przerwałam śpiewanie i oparłam dłonie na biodrach.
- I co się tak patrzysz ? Trzeba ją jakoś uspokoić. A ty się lepiej nie śmiej.. Śpiewasz ze mną. Ktoś musi robić za kurczaki.. – Uśmiechnęłam się szeroko i ponownie podjęłam próbę uspokojenia Sophie. Tym razem dołączył do mnie zrezygnowany mulat, który kucnął i zaczął udawać wspomniane wcześniej kurczaczki. Muszę przyznać, że całkiem nieźle mu to szło. Zaśmiałam się.
- And on his farm he had some chicks iaiaiaooo.. with a chick chick here and a chick chick there
here a chick, there a chick, everywhere a chick chick
Old McDonald had a farm, hiahiaho…
- No i dlaczego ona ciągle płacze ?
To my tu się wydurniamy.. wszystko dla niej, a ta tak po prostu to ignoruje ? Life is Brutal..
- Zayn.. to nie działa. – Stwierdziłam po jakiś 10 minutach śpiewania piosenki o farmie jakiegoś starego gościa.
- No co ty nie powiesz ? – chłopak obrzucił mnie morderczym spojrzeniem i podniósł się. Spojrzałam na Sophie i wzięłam ją na ręce.
- Może jest głodna.. – ruszyłam w kierunku kuchni. Po chwili dołączył do mnie zdezorientowany Zayn.
- Mieliśmy jej nie ruszać.
- Oj zamknij się! – posadziłam dziewczynkę na krzesełku i wyciągnęłam potrzebne składniki. Uśmiechnęłam się delikatnie. Jestem kucharką. Nie może jej nie smakować moje danie.
*
Usiadłam obok Sophie i posłałam jej szeroki uśmiech.
- No mała.. czas coś zjeść. – Nabrałam na łyżeczkę odrobinę specjalnej mieszanki różnych warzyw, które są niezbędne w rozwoju dziecka. Przysunęłam łyżeczkę ku małej. Ta jednak machnęła ręką, a cała zawartość łyżeczki wylądowała na mojej bluzce. Zayn wybuchnął śmiechem, a ja spiorunowałam go wzrokiem.
- Masz rację Sophie.. Nie jedz tej pomarańczowej breji.
- Masz jakiś inny pomysł ? Chętnie posłucham. – warknęłam poirytowana. Odłożyłam miseczkę nastół i sięgnęłam po ściereczkę. Starłam delikatnie plamę z bluzki. Po chwili ponownie podjęłam próbę nakarmienia małej. I ponownie bezskutecznie. Sophie zacisnęła usta. Na nic zdały się moje starania. Ona po prostu nie chciała jeść. Westchnęłam cicho.
- Dalej Soph.. musisz coś zjeść. No ? Chociaż kilka łyżeczek.. – Do moich uszu dobiegło poirytowane westchnięcie Zayna. Zacisnęłam dłonie na miseczce. Zaraz nie wytrzymam i rzucę w nim tą „pomarańczową breją”. Zobaczymy co wtedy zrobi.
Nie zdążyłam się jednak zastanowić pod jakim kątem wycelować, aby miseczka trafiła w mulata, bo ten sięgnął do szafki i wyciągnął pudełko z płatkami. Wysypał ich kilka na inną miseczkę i położył obok Sophie. Ku mojemu zdziwieniu mała zaczęła jeść. Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na Zayna.
- Mówiłem ci, że nikt by nie zjadł tego czegoś co ty tam masz .. – wzruszył delikatnie ramionami. Po chwili „to coś” wylądowało na jego bluzie. Uśmiechnęłam się triumfalnie i opuściłam kuchnię.
*
- Zayn ? Zayn możesz tu na chwilę przyjść ? MALIK W TEJ CHWILI CHCĘ WIDZIEĆ CIĘ W POKOJU. NOW! – nie minęło kilka sekund, a chłopak już stał obok mnie.
- Co się stało ? – Posłał nieufne spojrzenie na kartki papieru i mazaki, które przygotowałam kilka minut temu.
- Musimy ustalić grafik. Nie może być tak, że ja będę ciągle siedziała z Sophie, a ty będziesz obracał wszystkie panienki w mieście. – usiadłam na kanapie i spojrzałam na niego.
- No.. na co czekasz ? Siadaj.. – odczekałam, aż Malik łaskawie usadowi się obok i zaczęłam swój monolog.
- Podzielimy się obowiązkami. Ustalimy kto i kiedy zostaje z Sophie, kto co sprząta itd… nie możemy…
- ZAMAWIAM SOBOTY. Wszystkie soboty chcę mieć wolne. – chłopak posłał mi zadowolony uśmiech.
- Że co ?! Zwariowałeś ? Soboty są moje! – wzięłam pisak i zaczęłam zaznaczać na kartce soboty, podczas których będę miała wolne. W pewnej chwili zorientowałam się, że mazak, który przed chwilą trzymałam w dłoni zniknął. Rozejrzałam się wokół i spojrzałam na Zayna stojącego w drugim końcu pokoju z MOIM mazakiem.
- Oddawaj go!
- Soboty są moje.!
- W snach Malik. Też mi się coś od życia należy! Soboty są moje!
*
(Perspektywa Zayna)
Otworzyłem oczy i spojrzałem na zegarek. Westchnąłem cicho. Jest trzecia. TRZECIA W NOCY. Czy to dziecko nigdy nie śpi ? Przewróciłem się na drugi bok i zakryłem głowę poduszką. (T.I) do niej pójdzie. Zamknąłem oczy. Teraz wystarczy czekać na to aż znowu usnę.
- MALIK! – Cholera jasna. I jak tu człowiek ma się wyspać ? Jęknąłem poirytowany i zwlekłem się z łóżka. Powoli zszedłem do salonu, w którym (T.I) próbowała uspokoić Sophie. Ziewnąłem i spojrzałem na dziewczyny.
- No ? Co jest ? – uniosłem brew ku górze, a zdenerwowana (T.I) wręczyła mi rozryczaną Soph.
- To jest.. Nie mogę jej uspokoić. Weź coś zrób.
- Co ja mam zrobić ? Nie znam się na dzieciach. Ty jesteś kobietą.
- Pewnie.. zwal wszystko na mnie. Ja będę ją karmić, przebierać i uspokajać. Mamy ją razem wychowywać. Tak ? A więc zamknij się i uspokój ją. – Warknęła dziewczyna. Objąłem mocniej Sophie.
- No już cicho… Nie płacz. Sophie proszę zamknij się. – moje słowa doprowadziły małą do jeszcze większego płaczu.
- No świetnie. I co zrobiłeś ? Poczekaj.. idę po Katy. – Po chwili (T.I) opuściła dom i skierowała się do sąsiadów. Katy ma jakieś 13 lat i jest najlepszą niańką na świecie. Tylko ona potrafi uspokoić Sophie. Posadziłem małą na baranach i zacząłem biegać z nią po pokoju. Nic. Nie pomogło. Westchnąłem już nieźle poirytowany. W końcu (T.I) wróciła wraz z Katy. Odetchnąłem z ulgą i podałem dziewczynce Sophie. Trzynastolatka ruszyła z nią do kuchni. Zmarszczyłem delikatnie brwi i razem z (T.I) poszedłem za nią. Ku mojemu zdziwieniu Katy stanęła obok kuchenki, włączyła wentylator i podniosła delikatnie Sophie ku górze. Po chwili mała przestała płakać. Otworzyłem szeroko oczy.
*
[Perspektywa (T.I)]
Położyłam Sophie do łóżeczka i zeszłam na dół. Stanęłam obok Zayna i uśmiechnęłam się do Katy.
- Dziękujemy ci.. naprawdę. Nie wiem co byśmy bez ciebie zrobili. – Chłopak pokiwał głową na potwierdzenie moich słów. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech.
- Nie ma za co… Sophie zawsze uspokaja się przy wentylatorze. – Otworzyłam drzwi i wypuściłam trzynastolatkę. Spojrzałam porozumiewawczo na chłopaka, a ten westchnął i wyciągnął z kieszeni dresu 10 dolarów. Wręczył je Katy, a ta po chwili opuściła nasz dom.
Oparłam się plecami o drzwi i westchnęłam cicho. Nie dane było nam jednak cieszyć się długo ciszą i spokojem. Po jakiś kilku minutach Sophie znowu zaczęła płakać. Jęknęłam cicho.
- Znowu się zaczyna. Idę po nią.. – Wstałam i ruszyłam po małą.
- A ja włączę wentylator. – Zrezygnowany Zayn powlókł się do kuchni. Po chwili zniosłam dziecko na dół i wręczyłam ją chłopakowi.
- CO TY NAJLEPSZEGO WYPRAWIASZ ? Urwiesz jej głowę! – Spojrzałam wystraszona na Zayna, który podniósł małą i teraz stał z nią pod wentylatorem.
- Spokojnie.. Katy tak właśnie ją trzymała. – Chłopak podniósł trochę wyżej Soph. Jęknęłam cicho.
- Nieprawda. Na pewno nie trzymała ją tak wysoko! Zayn opuść ją.. Zrobisz jej krzywdę.!
- A założysz się ? Uspokoję ją, a wtedy pójdziemy na kolację.. ty stawiasz.! – Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Zwariowałeś ? Zakładasz się o dziecko ?!
- A czemu nie ? –Zayn posłał mi delikatny uśmiech. Kiwnęłam zrezygnowana głową. Po kilku minutach ku mojemu jeszcze większemu zdziwieniu Sophie uspokoiła się. Po prostu spokojnie spała wtulona w Zayna. Chłopak postał mi szeroki uśmiech.
- To jak? W sobotę.. jesteśmy umówieni.
















Borówa xoxo
















5 komentarzy:

  1. Daj kolejną część co potem się działo.!

    OdpowiedzUsuń
  2. boskie boskie boskie. niesamowicie piszesz . zapraszam do mnie : http://cecilia-zayn.blogspot.com/ mile widziane komentarze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Historia z filmu. 'Och, życie'. Wymysł coś oryginalniejszego.

    OdpowiedzUsuń